IV recenzja

Osobiste refleksje z monodramu Marka Koterskiego „Nienawidzę” w reżyserii i wykonaniu Igora Kowalika

Nie lubię wulgaryzmów i lekceważących wypowiedzi o innych. Drażnią mnie krytycznie przerysowane obrazy polskiej rzeczywistości i pogardliwy stosunek Polaków do własnej ojczyzny. Już dość mam płynących zewsząd narzekań na wszystko co nas otacza. Już nie słucham pustego wałkowania tematów znanych wszystkim – o urokach podróży komunikacją zbiorową, o złej opiece lekarskiej, o naszych patologiach, o tendencjach rasistowskich w narodzie.

Niemniej, wyposażona w zaproszenie Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki (na którym widniała adnotacja, że GTPS nie ponosi odpowiedzialności za treści) wspięłam się na piętro kamieniczki przy ulicy Chlebnickiej 2 na gdańskiej starówce. Niewielka przestrzeń, skąpa scenografia – stół, pianino i walizka, na której spoczywała głowa śpiącego aktora. W pomieszczeniu spuszczone rolety i widzowie powoli zajmujący rzędy krzeseł. To wszystko. Oszczędność środków wyrazu charakterystyczna dla teatru jednego aktora, zmusza widzów do koncentracji na twórcy roli, a twórcę na sprawnym nawiązaniu kontaktu z widownią.
Igorowi udało się to znakomicie. Dał popis umiejętności aktorskich skupiając całą uwagę widowni na odgrywanej przez siebie postaci. Bawił się słowem, ożywiał przekaz treści zabawną grą ciała, intonacją głosu. Budząc się, myjąc, ubierając, brzdąkając na pianinie, uchylając rolety – gawędził z widownią, ze swoimi myślami, wypełniał przestrzeń własną rzeczywistością. Dzięki temu wykreował postać gniewnego krytykanta, nadmuchanego pogardą dla otoczenia, który bezrefleksyjnie akceptuje tylko własne wady. Jego aktorstwo przesłoniło treści, których nie lubię. To był dobrze zrobiony monodram.

Gdańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Sztuki dziękuję za zaproszenie. Spektakl przywrócił moje wspomnienia z krakowskich teatrów lat sześćdziesiątych. Studiując wówczas na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie należałam do Klubu Miłośników Teatru i miałam możliwość oglądania przedpremierowych przedstawień. Z tamtych czasów została przyjemność obcowania z magicznym światem sztuki tworzonym przez niezwykłych artystów. Dziękuję Igorowi Kowalikowi. Ujął mnie swoim kunsztem aktorskim i niezwykłym głosem przypominającym trochę głos Leszka Herdegena – idola miłośników krakowskiego teatru z tamtych lat.

EP

Comments are closed.